Rodzice w podrózy poslubnej
Urodziłam się dawno, dawno temu w Poznaniu, w wyniku czego jestem teraz w sile wieku z przewagą wieku. Ale zawsze z psem Dżekiem i kotką Agatką.
Rodzice się kochali I ta miłość panowała w domu, byłam nią otoczona-kochali mnie ale nie rozpieszczali, uczyli wszystkiego co dziewczynie i kobiecie będzie potrzebne, byłam niechętna i mało pojętna, za to jeździłam akrobatycznie na rowerze, przewijałam się na trzepaku i łaziłam po drzewach, i
mimo idealnej atmosfery w domu,
wyrosłam na absolutnie nieznośna , upartą i niereformowalną osobowość, którą niestety jestem
do dziś. Jestem jednak porządnym solidnym i ośmielam się powiedzieć szlachetnym człowiekiem i to właśnie mam po rodzicach, którzy tacy właśnie byli.
Tatuś – doktor wszechnauk lekarskich, poliglota, był człowiekiem wielkiej mądrości i dobroci, a w dodatku znakomitym lekarzem ze specjalizacją interny, chirurgii i medycyny morskiej i tropikalnej.
Mamusia, całe życie „przy mężu”, była wyjątkowej piękności. Mama była osobą o gołębim sercu ale niezwykle silnej, wręcz charyzmatycznej
osobowości. Potrafiła zdominować całe otoczenie. Jednak ze mną jej się to nie udało, mimo że
kochałyśmy się bezgranicznie.
Zobacz
wspomnienie o moich rodzicach.
Moje szczęśliwe dzieciństwo zakłócił wybuch II Wojny Światowej. Zostaliśmy brutalnie wysiedleni z Poznania podczas ciężkiej choroby Tatusia i
fakt ten odbił się na jego sercu. Osiedliśmy w Warszawie, a ponieważ Tatuś studiował medycynę w Zurychu i znał perfekt niemiecki, został lekarzem powiatowym powiatu sochaczewskiego. Mieszkaliśmy więc i w Warszawie, i w Sochaczewie, z babcią, spanielką Żolą oraz wielkim wilczurem IREM przez dwa lata. Przeczytaj jak ten pies
uratował mi życie
Tuż przed wojną pierwszy raz byłam w kinie. Na komedii polskiej – „Robert i Bertrand”, z uwielbiającą kino nianią, która zamiast do parku, szła ze mną do kina i jestem jej za to dozgonnie wdzięczna. Pewnie obejrzałabym wtedy więcej filmów, ale przed wojną w kinie na sali można było palić papierosy. Niania, kiedy wracała ze mną „ze spaceru”, strasznie śmierdziała tytoniem. Niania została zwolniona a następna nie miała już tej pasji. Jednak zakochałam się w kinie tak, ze w czasie
okupacji uciekałam z domu i oglądałam niemieckie filmy z
Zaarą Leander i Willy Frychem, za nic mając hasło „Tylko świnie siedzą w kinie”. Byłam za mała, żeby się tym, przejmować. Również w czasie okupacji byłam z Mamą w Teatrze Polskim na „Jasiu i Małgosi”.
Przejęta więc sztuką, po godzinie policyjnej zbierałam dzieci z naszej kamienicy, zapraszałam je do domu i wymyślałam sztuki, bo jeszcze nie bardzo umiałam pisać.
Rozdzielałam role między rówieśniczki (oczywiście ja zawsze grałam główną) i to jak się później miało okazać
, były jedyne główne role w moim życiu.
Wyglądałam wtedy tak:
Jak łatwo
zauważyć, miałam wtedy malutki nosek. Co z niewiadomych przyczyn zmieniło się po paru
latach na:
...i aż do operacji miało ogromny wpływ na moje życie, zwłaszcza aktorskie.
Po wyzwoleniu Tatuś został oddelegowany na Wybrzeże, aby zorganizować Instytut Medycyny Morskiej i Tropikalnej, do dzisiaj zresztą istniejący w Gdyni. Poza tym był lekarzem
portowym Gdańska i Gdyni i pływał na Batorym
. Mieszkaliśmy w Gdańsku Oliwie i tam nie bez trudności zdałam maturę. Przez podstawówkę, gimnazjum i liceum przeszłam bezkolizyjnie jeżeli idzie o naukę oczywiście, nie licząc matematyki. Do końca szkoły nie rozwiązałam samodzielnie nawet równania drugiego stopnia a maturę zdałam dzięki
kolegom którym pisałam wypracowania z polskiego a oni właśnie byli dobrzy z matematyki. Rozrabiałam okropnie, miałam zaniżone stopnie ze sprawowania nawet na maturze na której były same piątki tj. bardzo dobry i dostateczny ze sprawowania. Mam ją do dziś wtedy pierwszy raz usłyszałam od tatusia "zawiodłem się na Tobie córeczko". I wtedy
dopiero było mi wstyd. A ja dwa miesiące przed maturą potrafiłam wyprowadzić na wagary cała szkołę. Mimo to dobrze wspominam szkołę a było to Liceum Ogólnokształcące numer 5 w Gdańsku-Oliwie przy ul. Polanki. Na 60 lecie szkoły otrzymałam specjalne zaproszenie i
wygłosiłam przemówienie.
Potem zdałam do Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w
Krakowie i czas ten wspominam cudownie. Studia artystyczne
w Krakowie mają specyficzną atmosferę
Z Głoskowskim i Buczackim
tego miasta. Na dyplom grałam Dulską. Całą szkołę przeszłam niemal bezkolizyjnie a nawet z sukcesami gdy grałam role charakterystyczne, gorzej było z dramatycznymi. I tak jest do dziś - łatwiej budzę śmiech niż wyciskam łzy. Podobno jednak to pierwsze jest trudniejsze, nie chcę oceniać. Najlepiej jednak wspominam egzamin do szkoły - mówiłam "żonę wacia" Gałczyńskiego parodiując Irenę Kwiatkowską - która w tym właśnie czasie była gwiazdą kabaretu "7 kotów" w Krakowie i tez mówiła ten wiersz, dla niej zresztą
napisany. Komisja egzaminacyjna bez przesady płakała ze śmiechu - dostałam się z hukiem w
aureoli talentu. Nie jestem pewna,
ale takiego sukcesu juz chyba nie powtórzyłam nigdy potem. Szkoła to był okres piękny - ten Kraków, ta artystyczna atmosfera, przyjaciele, miłość, szkoda że potem nieustanna walka przyćmiewa uroki tego zawodu. Aktor musi być z marmuru i z żelaza a i tak się załamuje. Jestem silna.
Opowiem tu również o najpiękniejszym lecie mojego życia, ale tego już
posłuchajcie.
Opowiem też o ślubie Zbyszka Cybulskiego (stoję tuż za Zbyszkiem po prawej stronie),
które to niebywałe wydarzenie
wymaga także oddzielnego opisu. Zobacz koniecznie materiał filmowy "
Ślub Zbyszka Cybulskiego".
Dodam, że ogromną rolę w moim życiu odgrywają zwierzęta. Przeczytaj koniecznie
o psich sprawach
Zmienię teraz temat na każdy temat.
Oto moje zdjęcie z moim przyjacielem Mariuszem Szczygłem, który bohatersko mnie zabrał do Pragi. Ten wspaniały dziennikarz i reportażysta jest moim wypróbowanym długoletnim przyjacielem, który nigdy nie dał mi odczuć znacznej różnicy wieku, przeciwnie, traktuje mnie jak rówieśnicę, potrafił - dowiedziawszy się że nigdy nie byłam w Pradze Czeskiej - którą kocha i pisze o niej - zabrać mnie tam. I w ten niewiarygodny sposób w trzy dni pokazał mi to wielkiej piękności miasto, a w dodatku chodził tak wolno (wiedząc ze mam chore stopy), ze to ja go popędzałam. Jest bardzo troskliwy i jak trzeba opiekuje się mną, bardzo, bardzo cenie go i lubię.
Zdjęcie z moim wielkim przyjacielem, Romkiem Polańskim na
planie filmu „Pianista”. O Romku koniecznie przeczytaj
w drodze filmowej. Odegrał wielką rolę w moim życiu.
Zdarza mi się również, poza graniem w tv, teatrze Syrena, filmie, serialach, kabarecie i na estradzie pisać krótkie bardziej lub mniej żartobliwe myśli i nawet wiele z nich było drukowanych w Gazecie Wyborczej – dodatku telewizyjnym w 2003 r. Znajdziesz je w dziale
złote myśli
Oto niektóre z nich:
- „Najlepsze miejsce na namiot jest zawsze trochę dalej”.
- „Tak naprawdę w życiu można liczyć tylko na siebie. Ale co zrobić jeśli i tego zabraknie”.
- „Bardzo twarzowe są duże ciemne okulary, lubię je nosić. Zasłaniają mi twarz”.
- „Był potrzebny skrócony akt urodzenia. Dostarczyłam. Skrócony o parę lat”.
- „Kiedy już człowiek dojdzie do tego, że sam do siebie mówi, pocieszające jest to, że zawsze otrzyma odpowiedź”.
- „Sztuka, żeby istnieć musi mówić prawdę. Absolutnie przeciwnie niż władza”.
- „Jak sięgnę pamięcią w mojej beczce dziegciu zawsze jednak znalazła się łyżka miodu”.
Cdn.
Tą stronę oglądano już: 32330 razy.