Włacz dźwięk

Moi rodzice - Hanusia i Maryś. Tak mówili do siebie, a do mnie - Zosinka (to zdrobnienie poznańskie). Ja - do nich i o nich zawsze „tatuś i mamusia". Byli cudowni, bardzo się kochali. Gdy sięgnę pamięcią, a pamiętam nawet dość dobrze okupację, stworzyli mi dom, w którym była miłość, harmonia, ciepło, dbałość o kulturę, dostatek. I zawsze był pies. Na moim łóżeczku, potem już łóżku, zawsze rozwalał się jakiś pies. Rodzice kochali zwierzęta, wpoili mi tę miłość, z której dzięki nim jestem dumna. Wpoili mi także, że drugiemu

Tatuś - Zofia Czerwińska
Tatuś
człowiekowi trzeba pomagać. Robię to i mam nadzieję, że są ze mnie dumni.

Tatuś, doktor wszech nauk lekarskich - Omnibus (przed wojną był taki tytuł) - studiował medycynę w Zurychu, władał pięcioma językami. Ukończył też muzykologię w Berlinie, grał na fortepianie, miał piękne ręce chirurga. Umiał też stepować. Z mamą tworzyli piękną parę i przed wojną w jakimś konkursie zdobyli pierwsze miejsce, tańcząc charlestona. Był człowiekiem uroczym, pełnym poczucia humoru, znakomitym diagnostą, niezwykle oddanym swojemu powołaniu lekarskiemu - nie było pory dnia, w której nie można było wezwać tatusia do chorego. Pasjonował się też samochodami, mieliśmy dwa - fiata i aero. W Poznaniu przed wojną był sekretarzem Automobilklubu. Poza mamą i mną trzecią miłością jego życia -jak sam mówił - było morze. Aby pływać, celowo zrobił specjalizację medycyny morskiej i tropikalnej. Do 1938 r. pływał na m/s Batory i m/s Piłsudski jako
Rodzice - Zofia Czerwińska
Rodzice
lekarz okrętowy. Kiedy na „Batorym" odebrał poród, już na wodach terytorialnych Ameryki, pisały o tym wszystkie amerykańskie gazety.

W czasie okupacji był lekarzem powiatowym powiatu sochaczewskiego. Miał dostęp do lekarstw i witamin i bezprzykładnie okradał z nich Niemców. Wszystko trafiało do AK lub Rady Głównej Opiekuńczej, w której również ofiarnie pracowała moja mamusia. Wspominał ich ciepło i z uznaniem przewodniczący rady Jerzy Waldorf. Poza tym w czasie okupacji nasz dom był przejściowym schronieniem dla Żydów przed znalezieniem dla nich stałej kryjówki. Wiem, że dla bezpieczeństwa rodzice nie znali ich imion ani nazwisk.

Mamusia - Zofia Czerwińska
Mamusia
Po wojnie tatuś był naczelnym lekarzem portowym Gdańska i Gdyni. Współtworzył Instytut Medycyny Morskiej i Tropikalnej, do dziś zresztą istniejący. Pływał też na „Batorym", „Ki-lińskim" i „Dzierżyńskim". Czasem, gdy na przykład płynął do Chin, nie było go w domu pół roku, ale kochał to. Miał 72 lata, gdy zmarł na zawał w 1966 r.

Był dumny, że zostałam aktorką. Po jego śmierci mamusię i mnie ogarnęła pustka nigdy niewypełniona. Mamusia towarzyszyła tatusiowi przez całe życie wiernie i z ogromnym wyczuciem jego obowiązków. Wspaniale z babcią prowadziły dom, a mamusia - wyjątkowo piękna, zgrabna i urocza - z wielkim poświęceniem udzielała się społecznie. Wszędzie była uwielbiana.
Pogrzeb mojej mamusi - Zofia Czerwińska
Pogrzeb mojej mamusi
Zmarła siedem lat temu, 33 lata po śmierci tatusia, przeżywszy 90 lat. Pod koniec życia wiek trochę zmącił jej umysł i trudno było się jej wysłowić. Jednak potrafiła powiedzieć głośno i wyraźnie, kiedy ciężko zachorowałam: „Boję się o ciebie, córeczko".

Śledziła moje życie, dawała mi rady i często miała pretensję, że się do nich nie stosuję. Denerwowało mnie to, a teraz wiem, że gdybym choć w połowie posłuchała mamusi, a wcześniej tatusia, inaczej, mądrzej i lepiej potoczyłoby się moje życie. Jest za późno, nie ma Was. Jest pusto i coraz ciemniej, gdy patrzę w przyszłość. Dziękuję, że by liście i że mogę Was choć wspomnieć. Została mi już tylko kotka i pies. Może się niedługo spotkamy...

Tą stronę oglądano już: 3508 razy.
Autor: Zofia Czerwińska, 2006-2007. Wszelkie prawa zastrzeżone!