Kocham je wszystkie, węża nie mam tylko dlatego, że nie podaje łapy.
Ostatni mój pies, czarny sznaucer miniatura Dżek jest cudownym czarującym przyjacielem, który wydobył mnie z depresji po mojej ciężkiej chorobie i śmierci Mamusi.
Dżek pół roku niestrzyżony
Dżek z rodziną + Rysio i Sancho
Dżek i sześcioro rodzeństwa przy obiedzie
Z właścicielami tych psów spotykam się codziennie wieczorem i jest to niezbywalne prawo Dżeka na co czeka cały dzień. Często urządzamy sobie bankiety w parku.
Marek, Małgosia, Ja, Bożena, Joasia
Marek, Małgosia, Iwona, Bożena, Joasia
Urszula, Sylwek, Marek i Ja
Jest ponury dzień okupacji 1942 rok, mam 7 lat, Warszawa, nasze mieszkanie. Dzwonek, otwieram drzwi - zbroczony krwią stoi mój tatuś z wielkim wilczurem na rękach - to on krwawi. Tatuś Dr, medycyny kładzie psa na leżance dla chorych, zwierzę ma przestrzelone podudzie - trzeba operować, pomagam, choć jestem małym dzieckiem jestem bardzo opanowana i odporna. Pies zostaje u nas, rozumie komendy tylko po niemiecku. Po paru dniach okazuje się, że jest szukany to pies gestapowca. Rodzice postanawiają nie
oddawać go, dajemy mu na imię IR - mamy jeszcze spanielkę Żole, przyjaźnia się. I choć IR bardzo tęskni powoli przyzwyczaja się, reaguje na imię, zaczyna rozumieć po polsku, jest bardzo mądry i uczony. Po tygodniu przynosi Ojcu kapcie. Szczególnie pokochał mnie, uwielbiał wspinać się na tylne łapy a przednie kłaść mi na ramionach i delikatnie wielkim pyskiem iskać mnie po głowie, był wtedy dużo wyższy ode mnie. Bronił całą rodzinę nie pozwolił skarcić nawet żoli. A ja choć nieznośna miałam cudowne dwa lata, IR nie pozwolił nawet podnieść na mnie głosu, siadał ciasno obok moich nóg i bardzo groźnie warczał. Jego tresura była ukierunkowana na obronę "pana". Gestapowcy mieli takie psy - IR był jednym z nich.
Jest dzień 1 sierpnia 1944 roku mam 9 lat przyjeżdżam sama z Józefowa do Warszawy na lekcje muzyki IR jest ze mną. W domu jest babcia, razem przeżywamy wybuch powstania. Rodzice nie mogą już dojechać. Kamienica jest wielopiętrowa, wszyscy lokatorzy siedzą w piwnicy ja z IREM też. Babcia do końca powstania nie zeszła z szóstego piętra. Tak gdzieś 10-tego dnia powstania trwał intensywny ostrzał naszej ulicy, kiedy trochę przycichło - ja głupia i bez wyobraźni wychodzę z wiadrem po wodę, IR ze mną. Po
kilku krokach IR gwałtownie skacze na mnie od tyłu i przewraca twarzą do ziemi zakrywając
całym ciałem. W tej samej chwili ostrzał nasilił się usłyszałam cichy skowyt i ciało IRA stało się coraz cięższe a jego psie serce powoli przestało bić. Dostał te kulę lub kilka , które prawdopodobnie trafiły by we mnie. Tak więc chyba, życie uratował mi gestapowski pies, i dzięki temu mogę dziś opowiedzieć tę historię. Nigdy CIĘ piesku nie zapomnę.
Basia i Ruda, jeszcze zanim była moja
Oto moja przyjaciółka, wspaniała i urocza Basia Budzianowska, z którą widujemy się rzadko, ale bardzo lubimy. Dala mi wiele lat temu najpiękniejszy prezent zwierzęcy, jaki po wojnie otrzymałam. Sukę Rudą, którą znalazła wycieńczoną pod swoim balkonem.
Ruda stała się na długie 14 lat moją przyjaciółką, obronną i opiekuńczą, uroczą,
a zarazem ostrą suką.
Była szkolona, nie bałam się przy niej nikogo i niczego. Miała w sobie mądrość i czujność,
jaką potrafią mieć tylko wilki. Zjechała ze mną wielokrotnie cala Polskę na tylnim
siedzeniu malucha.
Przeżyłam z nią wiele szczęśliwych
chwil, choć na spacerze była trudna.
Odeszła na moich rękach,
zdążyła jeszcze polizać mnie na pożegnanie. Tej suczki też nigdy nie zapomnę. Potem była jeszcze
Saba i kotka, teraz jest Dżek, jeszcze młody, ale już drżę
na samą myśl.
Zresztą nie tylko ja kocham zwierzęta - ta pani też szuka swojego ukochanego pieska.
Tą stronę oglądano już: 11145 razy.